Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

24 czerwca 2017

Henna podejście drugie - kąpiel rozjaśniająca i henna Khadi z Amla i Jatrophą

Jak wspominałam w poprzednim poście, znudziło mi się czekanie aż włosy odrosną, a półroczny odrost zaczął mnie przerażać. Pierwsze podejście miałam do henny Orientany kolor mahoniowa czerwień. O ile henna wpłynęła na stan włosów bardzo pozytywnie, sam kolor niespecjalnie mi się spodobał, co było spowodowane prawdopodobnie dodaniem maski do ziółek. Następnie poprawiłam Venitą, jednak efekty były bardzo krótkotrwałe. Największy problem napotkałam próbując wyrównać kolor odrostu z kolorem włosów na długości, na których farby chemiczne tak się nadbudowały, że nawet niespecjalnie chciały się wypłukać. Zawsze rudości i czerwienie spłukiwały się u mnie do brzydkich tonów różowych albo pomarańczowych zależnie od farby. Tym razem, jak na złość, kolor trzymał się zawzięcie. Ponieważ włosy jeszcze nie są w stanie idealnym, zdecydowałam się na krok bardziej drastyczny, czyli rozjaśnienie, a następnie nałożenie henny. I dziś właśnie trochę na ten temat. 


Włosy trzy tygodnie po Venicie wyglądały tak:



Tutaj są również tydzień po podcięciu końcówek. Nadal nie udaje mi się ich ujarzmić na długości, wiecznie te cholerne odstające włoski. Nie wiem co z nimi zrobić, ale to temat na inny czas. 

Jak wiadomo, henna nadbudowuje się na włosach, nie ma możliwości rozjaśnienia ziołami, a uzyskany kolor z każdym kolejnym hennowaniem na całości będzie przyciemniało kolor. Ponieważ pierwsza próba i Venita wyszły tak sobie, zaczęłam szukać innych rozwiązań, mniej naturalnych. Pierwsze co wpadło mi w oko to uzycie chemicznej farby z rozjaśniaczem, ale pomysł ten odrzuciałm po 15 minutach. Przede wszystkim dlatego, że już kiedyś tak zrobiłam i stan włosów był tragiczny. Później poczytałam trochę o kąpieli rozjaśniającej. Chodzi o to, że rozjaśniacz miesza się z szamponem i odzywką/maską. Ma być to metoda mniej inwazyjna, ale mimo wszystko może wysuszyć włosy. Przy odrobinie ostrożności i prawidłowej pielęgnacji myślę, że da się tego uniknąć. 


Zakupiłam więc rozjaśniacz, najbardziej podstawową Joannę, gdzie dostajemy niebieski proszek i utleniacz. Nie chcialo mi się bawić w mieszanie dwóch łyżek rozjaśniacza, poza tym nie wiedziałam ile tego cudu będę potrzebowała na włosy. Zmieszałam proszek z wodą utlenioną, dodałam 2 ogromne łyżki szamponu lnianego Barwy i kolejne 3 łyżki maski drożdżowej Agafii.



Włosy zwilżyłam i nałożyłam mieszankę na pofarbowane włosy. Dobrze spieniłam i zostawiłam na 20 minut, po tym czasie dołożyłam jeszcze mieszanki na odrost. Mówię Wam, o ile nie jestem panikarą w kwestii włosów i dopóki nie jestem blond, łysa albo zielona, to potrafię sobie z nimi poradzić. Ale przy tej kapieli rozjaśniającej miałam takie skoki adrenaliny, że hej. Cały czas patrzyłam w lusterko i kontrolowałam sytuację. Po 10 minutach miałam wizję, że spalam sobie włosy i wypadają, a więc poleciałam wszystko spłukać. Teoretycznie czułam się obcykana, ale w praktyce serduszko mocniej zabiło. Efekt na zdjęciu, no wyszło jak wyszło i moim zdaniem nic nie widać :D Panika była więc nieuzasadniona, a na przyszłość będę bardziej sobie ufać.


I jeszcze fokus na odrost:


Na zdjęciach włosy są jeszcze wilgotne. Nie chciało mi się czekać, ponieważ czekało mnie jeszcze hennowanie! Dzień wcześniej rozrobiłam hennę. Tym razem była to Khadi z Amlą i Jatrophą, czyli henna, która kusiła mnie od pierwszej chwili, gdy w ogóle pomyślałam o hennownaiu. Tym razem do przygotowania mieszanki użyłam:
- ok. 70gr proszku;
- 2 łyżki soku z limonki (teoretycznie amla jest już środkiem zakwaszającym hennę, ale nie miałam pewności czy to wystarczy);
- czubatą łyżeczkę słodkiej papryki (podbija czerwienie);
- całość zalałam żelem z siemienia lnianego (nie ma żadnego wpływu na kolor i hennę, a pomaga uniknąć poziołowego przesuszu).


Henna czekała 24 godziny, Zmoczyłam ponownie włosy (na wilgotne bardzo łatwo nakłada mi się mieszankę), wysmarowałam włosy bardzo dokładnie przy użyciu pędzelka i grzebienia, zawinęłam w folię, bandaż i ręcznik. Atmosferę podgrzałam jeszcze suszarką.

      
Siedziałam tak sobie 3 godziny, później ciekawość zwyciężyła i spłukałam hennę. Włosy wyschły naturalnie, jakie było moje zdziwienie jak zobaczyłam ognistorude, mega gładkie włosy. Jestem zachwycona efektem, nie mogłam przestać patrzeć w lusterko. W słońcu kolor pięknie mieni się na rudo, w cieniu wygląda na ciemniejszą czerwień. Również odrost wygląda o wiele korzystniej, nadal nieco się odróżnia, ale kolor ma podobny do całej reszty. Włosów po farbowaniu nie myłam 48 godzin aby kolor dojrzał.


Po 48 godzinach naolejowałam włosy olejem lnianym na dwie godzinki, umyłam Planetą Organicą rokitnikową i nałożyłam odżywkę z tej samej serii. Kolor nieco ściemniał, już nie jest tak rudy. W słońcu nadal cudownie błyszczą. Wraz z kolejnymi myciami niestety wciąż widzę pomarańczową wodę podczas mycia, kolor niby się utrzymuje, ale muszę sie zastanowić co robię nie tak, że woda dalej się zabarwia.  Po tygodniu włosy wyglądają tak (zdjęcia robione w pochmurny dzień):


Pokochałam hennę miłością dozgonną. Muszę tylko rozkminić co z tym wypłukiwaniem przy myciu i bardziej popracować nad odrostem. Włosy będą ścinane we wrześniu (na wtedy udało mi się zapisać, do ponoć świetnego zakłady fryzjerskiego), do tego czasu będę kombinować przede wszystkim z odrostem. Może Wy macie jakieś pomysły co robię nie tak, że henna zabarwia wodę podczas mycia? Każda sugestia na wagę złota! :)




6 komentarzy:

  1. Wydaje mi ze to normalne po hennowaniu, ze podczas mycia woda jest zabarwiona. Ja tak zawsze mialam przez kilka pierwszych myć, nawet sie nie zastanawiałam nad tym. Ja dzisiaj stawiam na hennowanie, w sumie to mnie zmobilizowałas, i może spróbuję lekko je rozjasnic naturalna metoda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, to mnie uspokoiłaś z tym barwieniem wody, po hennie przynajmniej kolor zostaje na swoim miejscu, a nie jak po chemicznych farbach - 2 tygodnie i pomarańczowy łeb :D i jak, rozjaśniałaś? Masz jakiś sposób właśnie na naturalne rozjaśnienie? Bo mnie przychodzi do głowy tylko rumianek ;)

      Usuń
    2. Rumiankiem rozrabiam henne. Kiedyś namiętnie stosowałam tą maseczke i widziałam efekty, zrobilam ją ostatnio ale miałam zcukrowany miód i brak cierpliwości i trochę mi nie wyszło ale coś czuje, ze wrócę do niej na dłużej bo jeśli nie rozjaśni to lubię jej efekt odzywczy. http://kalistabloguje.blogspot.com/2013/02/jak-naturalnie-rozjasnic-wosy-moj.html?m=1

      Usuń
    3. O, dzięki za link, zawsze lepiej w taki sposób próbować niż rozjaśniać chemią :)

      Usuń
  2. śliczny odcień Ci wyszedł :) ja teraz walczę z zapuszczaniem naturalnych włosów, u mnie na szczęście wygląda to na ombree, bo włosy miałam różnej długości i jakoś strasznie się nie odznacza odrost :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) trzymam kciuki za zapuszczanie naturalek, oby rosły zdrowe i piękne :D

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)