Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

26 grudnia 2016

Niedziela dla włosów #4 płukanka z korzenia pokrzywy


Szybko minęły mi te święta. Jak się okazało, zorganizowanie wigilii w 1,5 tygodnia to bułka z masłem. No dobra, był hardkor, Nie miałam ani chwili dla siebie, z połową rzeczy się nie wyrobiłam, ale ostatecznie wszystko się udało, było miło i przeżyłam. Mam piękną choinkę, z 8 kg pierniczków i pełno innego jedzenia. Mogę teraz rozkoszować się zwycięstwem i to wszystko zjeść :D

Korzystając z wolnego zmieniłam również nagłówek bloga i logo. A wszystko to dzięki kochanej Klaudii, której zawdzięczam zarówno pomysł, jak i wykonanie. A Wam się podoba? 

Ponieważ dzisiaj w końcu nie muszę nic robić, przygotowałam sobie kolejną niedzielę dla włosów. Zatanawiałam się co by tu świątecznego nałożyć na głowę, w grę wchodziły śledzie w oleju, makówki albo rozmemłany sernik (proteiny, nie?). Ostatecznie zdecydowałam jednak nie kombinować, już wystarczy, że tydzień temu zrobiłam sobie na włosach ciastka korzenne :P


Z płukankami stoję naprawdę kiepsko. Wiem, że powinno się je stosować, wiem, że taka płukanka z octu jabłkowego działa na moje włosy rewelacyjnie, ale jednak o płukance przypominam sobie zazwyczaj jak już nakładam odżywkę i wcale nie mam zamiaru lecieć i na szybko szykować płukankę. Suszony i rozdrobniony korzeń pokrzywy leży w mojej szafce już kawał czasu, ale jakoś nie chciało mi się z nim babrać. O ile zrobienie płukanki z octu jabłkowego zajmuje jakieś 2 minuty i nigdy o tym nie pamiętam, to korzeń pokrzywy na dodatek trzeba wcześniej ugotować, przecedzić, ewentualnie poczekać aż trochę przestygnie.

Zazwyczaj stosuje się w pielęgnacji napar z liści pokrzywy. Korzeń tej rośliny obfituje, między innymi, w takie substancje jak sterole, lipidy, lecytynę, minerały, w tym w krzemionkę, która świetnie wpływa na włosy, cerę i paznokcie. Czytałam, że sporo osób pije napar z korzenia pokrzywy. Na opakowaniu mojego korzenia firmy Flos napisane jest "zioło do pielęgnacji włosów i skóry głowy", przez co rozumiem, że służy tylko do stosowania zewnętrznego, skład to 100% urticae radix. Myślicie, że coś mi się stanie jak to wypiję? Mam przez to dylemat wewnętrzny :P Zewnętrznie korzeń można stosować jako toniki do włosów, płukanki. Może mieć dobroczynny wpływ na skórę głowy, poprzez działanie przeciwłupieżowe, jak również wzmacniające cebulki włosów osłabionych i wypadających. Moje opakowanie zawiera 50g zioła i kosztowało mnie jakieś 2,50 zł w aptece. Według producenta korzeń pokrzywy sprawdzi się na włosach zniszczonych farbowaniem i ondulacją. Ja swój korzeń zagotowałam w dwóch szklankach wody, jak odwar wystygł to przecedziłam i dolałam letniej wody, żeby mieć mniej więcej 1 litr płukanki.


Nałożyłam na skórę głowy ajurwedyjski tonik Orientany (na noc), a dzisiaj na długość odżywczy olejek Vianek na 2 godziny. Ten olejek jest rewelacyjny, w końcu muszę Wam o nim napisać coś więcej. Po dwóch godzinach nałożyłam na włosy Kallosa Blueberry, zmieszanego z 5 ml keratyny od Bingospa i zostawiłam na 20 minut. Włosy umyłam drożdżowym szamponem od Fitokosmetik. Na 3 minuty wczesałam odżywkę arganową Nacomi. I na koniec gwóźdź programu, czyli kilkukrotne płukanie włosów chłodną płukanką z korzenia pokrzywy. Odwar lałam na włosy i na skalp, bo chciałam sprawdzić jak zachowają się włosy u nasady po takiej operacji. Zapach tej płukanki jakoś średnio mnie przekonał, więc dodałam 2 krople olejku lawendowego.

Dzisiaj po raz kolejny zauważyłam u siebie pewną prawidłowość, gdy płuczę włosy po myciu i są mega nieprzyjemne, jakby klejące w dotyku, to po wyschnięciu okazuje się, że są cudowne. A jak w czasie mycia włosy mam mięciutkie i milutkie to po wyschnięciu okazuje się, że są do niczego. Dzisiaj włosy, podczas płukania tą pokrzywą, były okropne. Natomiast teraz prezentują się całkiem, całkiem. Nie ma lekkiego przesuszu, którego wystąpienie brałam pod uwagę przy ziołowej płukance. Za stan długości na pewno odpowiada połączenie oleju, Kallosa i keratyny. Myślę jednak, że płukanka pięknie zwieńczyła dzisiejszy proces pielęgnacji, bardzo dokładnie dopłukała odżywkę i przede wszystkim domknęła łuski, dzięki czemu włosy cudnie błyszczą. Cieszy mnie również, że są bardzo ładnie odbite u nasady i puszyste, a trochę bałam się, że tym olejem, Kallosem i keratyną przesadziłam. Powinnam wrócić do płukanek przy każdym myciu, zdecydowanie dobrze im taki zabieg robi. Do korzenia wrócę w styczniu, jak zakończy się mania wcierania u Anwen. Wątpię, że płukanka wpłynęłaby jakoś szczególnie na porost włosów, ale jak akcja to akcja, wolę nie zaburzać sobie wyników na sam koniec ;) 

W sztucznym świetle, bez lampy
Odrościk <3

Z lampą nr 1
Z lampą nr 2

Stosujecie płukanki? Jaka sprawdza się u Was najlepiej? 

A właśnie, wrzucałam już zdjęcie na instagrama (@foxyfanatic), ale tu też chciałabym wspomnieć, że brałam udział w konkursie u Natalii ze strony blondhaircare.com i dzień przed świętami dostałam już nagrodę, nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, bo nieczęsto zdarza mi się coś wygrać :D



2 komentarze:

  1. Piękny nowy nagłówek i logo kochana :) Przepiękny blask <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D z nagłówkiem i logo postarała się koleżanka, najważniejsze, żeby były miłe dla oka :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)