Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

28 grudnia 2016

Bingospa, Błoto z morza martwego Redual+ i mocny peeling błotny z kwasami

Dzisiaj kilka słów o moich hitach ostatnich miesięcy w pielęgnacji twarzy. Maseczki i peelingi kupuję namiętnie, jednak ciężko było mi trafić na takie produkty, które podbiłyby moje serce. W końcu dałam się namówić koleżankom i kupiłam dwa kosmetyki Bingospa.


Błoto z Morza Martwego jakoś umykało mojej uwadze. A to był błąd, ponieważ jest ono niezwykle bogate w minerały i składniki odżywcze, a jednocześnie ma bardzo szerokie zastosowanie. Błotko jest szczególnie przydatne w walce z przetłuszczającą się skórą, wypryskami, trądzikiem. Stosować je można również na ciało jako maskę przeciw cellulitowi, rozstępom. Posiada właściwości nie tylko kosmetyczne, ale i lecznicze, gdyż okłady z błota mogą obniżać napięcie mięśni czy zmniejszać ból stawów przy chorobach reumatycznych (trochę jak popularna u nas borowina).

Błoto Redual+ od Bingospa ma konsystencje dość gęstą, chociaż na początku miewało tendencję do rozwarstwiania się, w takiej sytuacji przed każdym użyciem porządnie nim wstrząsałam. Kolor ciemnobrunatny, no wiadomo jak wygląda błoto, raczej mało atrakcyjnie. Zalatuje mułem, ale nie przeszkadza to jakoś szczególnie. Całość zapakowana jest w plastikowy słoiczek z czarną nakrętką, rozwiązanie jak najbardziej na plus, bo np. z tubki ciężko byłoby to wycisnąć. Pojemność 150g. Etykietka biała, z krótkim treściwym opisem stosowania. 


Błotka używałam tylko na twarz jako maseczkę. I tutaj radzę trzymać się wskazówek producenta, tzn. pierwsza aplikacja 3 minuty, każdą kolejną wydłużamy, tak aby zabieg trwał maksimum 12 minut, zależy chyba od swoistej tolerancji. Za pierwszym razem buzia naprawdę zaczęła mnie piec, ale po zmyciu nie było żadnych zaczerwienień czy innych objawów podrażnienia/uczulenia. Lepiej jednak sprawdzić jak skóra reaguje na takie specyfiki. Miałam wrażenie, że przy kolejnych zabiegach skóra się przyzwyczajała i uczucie pieczenia było coraz słabsze. Już za pierwszym razem pokochałam to błoto całym sercem. Jak żyję nie wyobrażałam sobie aby moja cera mogła być promienna. Skórę mam rozjaśnioną, oczyszczoną, mięciutką. Pory zwężone, naprawdę zwężone (normalnie mam sitko na polikach). Jakiekolwiek zaczerwienienia zniwelowane. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam (i nie tylko ja) zdecydowaną poprawę stanu cery, zmniejszenie wyprysków i zaskórników. Pory ewidentnie są mniej widoczne, no i skóra tak się nie przetłuszcza. Jedyne o czym trzeba pamiętać to dobry tonik i nawilżający krem/olej. Dodatkowym bonusem jest wygładzenie drobnych zmarszczek koło nosa i mojej ultra mega lwiej zmarchy między brwiami. 


Peeling błotny Bingospa zakupiłam nieco później niż błoto. Od lat rozważałam terapię kwasami albo retinoidami, ale nie mogłam nabrać pełnego przekonania. Na peeling zdecydowałam się po to, by wypróbować w końcu jakiś kwasowy kosmetyk (zawierający coś poza kwasem migdałowym czy salicylowym w stężeniu 3%). Występuje w trzech wersjach: lekkiej z kwasami owocowymi, średniej z kwasem mlekowym i kwasami owocowymi oraz mocnej z kwasem glikolowym, mlekowym i kwasami owocowymi AHA. I właśnie ten ostatni wybrałam, a co się będę rozdrabniać. Opakowanie podobne jak w błocie, trochę niższe, pojemność 100g. Kolor szaro - zielonkawy, zapach słabszy niż w błocie, ale w ten sam deseń. Peeling zawiera 10% błota z Morza Martwego, 5% mielonych pestek z owoców, kwas glikolowy, mlekowy i 50%-owe kwasy owocowe (opis z etykiety). Ma naprawdę spore drobinki, na pewno nie jest to kosmetyk dla wrażliwców. Ze względu na zawartość kwasów spróbowałam nie spłukiwać go tak od razu. Tzn. nakładam na wilgotną buzię, masuję i zostawiam na jakieś 5 minut, żeby sobie te kwasy podziałały. Po takim peelingu skóra jest jasna, miękka, jeśli mam jakieś wypryski (wtedy stosujemy takie rzeczy bardzo ostrożnie) są one zmniejszona i po nałożeniu na noc olejku z drzewa herbacianego nie ma po nich śladu. No chyba, że to jakiś ultra wulkan, no to sorry, nawet kwas glikolowy nie załatwi sprawy w 5 minut. 


Jedyne zastrzeżenie jakie mam do peelingu to skład, bo niestety wpakowali tam już parę, moim zdaniem, zbędnych rzeczy  (składniki aktywne przetłumaczyłam w nawiasie). 

INCI: Aqua, Maris (błoto), Limus, Prunus Armeniaca Seed Powder (pestki moreli), Juglans regia shell powder (łupiny orzecha włsokiego), Prunus Amygdalus Dulcis Shell powder (słodkie migdały), Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Cetyl alcohol, passiflora edulis fruit extract (ekstrakt z marakui), saccharum officinarum extract (trzcina cukrowa), citrus limon fruit extract (cytryna), ananas sativus fruit extract (ananas), vitis vinifera fruit extract (winogrono), citric acid (kwas cytrynowy), lactic acid (kwas mlekowy), glicolic acid (kwas glikolowy), DMDM hydantoin, BHT, metylparaben, ethyloparaben, propylparaben, phenoxyethanol, 

Moje wątpliwości budzi m.in. BHT czy DMDM hydantoin. Serio nie ma już na tym świecie innych konserwantów? No są, zaraz obok - parabeny i phenoxyethanol. Ehhh... Uznaję jednak, że skoro nie jest to kosmetyk, który zostawiam na twarzy (typu krem czy balsam), a jego działanie jest tak genialne, to zwisa mi ten formaldehyd (w uproszczeniu). Jak znajdę godnego zastępcę to się zastanowię. Wspominałam ostatnio, że nie zawsze jestem konsekwentna i to jest własnie taka sytuacja. Aha, bądź co bądź jest to kosmetyk z kwasami, ochrona przeciwsłoneczna więcej niż wskazana, lepiej unikać solarium. No a w lato wrócę chyba do korundu. 


Te dwa kosmetyki stosuję na zmianę, tzn. 1 x tydzień maska z błota, 1 x tydzień peeling z kwasami. Bingospa zaleca, aby błoto stosować 2x w tygodniu przez 5 - 6 tygodni, a peeling 2 x w tygodniu dla cery tłustej i normalnej, raz w tygodniu dla cery suchej. Ale, że używam obu produktów, w jednym czasie, to myślę, że moje rozwiązanie jest optymalne. Peeling jest zdecydowanie bardziej wydajny niż błoto. U mnie te kosmetyki sprawdziły się świetnie i myślę, że są warte wypróbowania. Cenowo również przedstawiają się dość korzystnie, peeling między 16 a 18 zł, błoto Redual+ za maksymalnie 19 zł. Ja swoje egzemplarze zakupiłam stacjonarnie w Jasminie na Piłsudskiego (info dla Wrocławianek), ale dostępne są również w internetowym sklepie Bingospa [klik]


Po raz pierwszy w życiu jestem zadowolona ze swojej cery, jest gładka, bez żadnych kraterów jak po ataku nuklearnym. Nie przypuszczałam że sklepowymi kosmetyki osiągnę taki efekt na mojej problematycznej cerze.

Jeszcze jedna uwaga, oba kosmetyki są drażniące, trzymamy z dala od oczek i robimy próby uczuleniowe. Lepiej dmuchać na zimne.

Spotkaliście się kiedykolwiek z tymi produktami Bingospa? 

Boże, czy ja nie potrafię chociaż jednego posta napisać w jakiejś ludzkiej długości...? :D

8 komentarzy:

  1. Ostatnio testowałam produkty matki BingoSpa i się na nich niestety zawiodłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A które testowałaś? Szkoda, że się nie sprawdziły. Wcześniej nie miałam za bardzo do czynienia z ich kosmetykami (poza maską drożdżową dawno temu, która była do bani), jednak te dwa trafiłam w dziesiątkę. Albo po prostu jeszcze nie trafiłam na nic lepszego :P

      Usuń
  2. no niestety produkty nie dla mnie... po tym jak miałam uraz na kosmetyki do włosów to więcej na ową firmę nie spojrzałam;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyglądałam się szamponom i odżywkom, ale w ogóle mnie nie zachęciły. Czego używałaś, że okazało się tak fatalne?

      Usuń
  3. BingoSpa bardzo rzadko gości u mnie w łazience. Jakoś nie jestem przekonana do tych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co widzę te dwa przypadły mi do gustu jakimś szczęśliwym trafem, ogólnie firma nie ma wybitnie dobrych opinii. Mnie zastanawiają jeszcze kosmetyki do bodywrappingu tej firmy, pewnie w ostateczności zakupoholizm weźmie górę nad rozsądkiem i coś kupię :P

      Usuń
  4. Takich kosmetyków jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem są warte uwagi, polecam :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)