Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

14 października 2013

Śmierdziel nad śmierdzielami, ale jaki skuteczny! Olejek z drzewa herbacianego firmy Avicenna – Oil.

Ehh, pierwsze tygodnie na uczelni po wakacjach są dla mnie najbardziej nieprzyjemne. Trudno mi się przestawić na tryb zajęciowy, trudno mi się zmusić do pisania magisterki i kontynuowania badań. Na całe szczęście (albo i nie) to już ostatni rok na studiach. Jeszcze zgłosiłam się do wykonania prezentacji na jakiś denny przedmiot, stąd znowu moja nieobecność w tym tygodniu. Co prawda chciałam dodać jeden post parę dni temu, ale blogspot sie na mnie wypiął i stwierdził, że postu nie będzie.

Dziś krótka recenzja produktu, który mnie zaskoczył. Generalnie wierzę w świetne działanie naturalnych olejków, ale do olejku z drzewa herbacianego podchodziłam dość niechętnie z pewną dozą podejrzliwości. Ale zacznę od początku.

Twarz moja niestety nadal ma swoje kaprysy i za nic nie daje się przekonać do współpracy. Już tam pomijam zaskórniki, rozszerzone pory, bo to niekiedy udaje mi się opanować. Jednak co miesiąc, wiadomo z jakiego powodu, pojawiają się u mnie wielkie, bardzo bolesne wulkany. Inaczej ich nazwać się nie da. Mogę jeść drożdże, Calcium panthotenicum, pić herbatę z bratka. Mogę nakładać milion maseczek i oczyszczać twarz bardzo dokładnie – comiesięczni znajomi pojawią się zawsze. Ale, ale! Przyszła kryska na Matyska i postanowiłam powalczyć z nimi w całkiem nowy sposób.


Olejek z drzewa herbacianego ma silne działanie antyseptyczne i przeciwzapalne. Może hamować rozwój bakterii, wirusów, a także grzybicy. Sam olejek nie ma nic wspólnego z herbatą, bo pochodzi z całkiem innej roślinki, więc nie można zamiennie używać nazwy "olejek herbaciany". Przy zakupie należy uważnie sprawdzić skład, tak aby zakupić olejek naturalny w 100%, bo często zdarzają się jakieś dziwne mieszanki i nie ryzykowałabym wtedy nakładania tego na twarz. Większość olejków eterycznych trzeba stosować na bazie innego oleju, maski, szamponu itd.. Natomiast ten olejek można stosować punktowo, bezpośrednio na skórę (oprócz niego, chyba tylko lawendowy można stosować bez "bazy"). Trzeba przy tym bardzo uważać, bo olejek potrafi bardzo mocno wysuszyć, a nawet podrażnić, dlatego nie rozprowadzamy go tam gdzie nie jest to konieczne. Osobnikom ze skóra suchą i skłonną do alergii i podrażnień, zalecam ostrożność i wykonanie próby uczuleniowej.

Zakupiłam go w zielarni, widziałam też w kilku internetowych i stacjonarnych aptekach, także dostępność ma stosunkowo niezłą – oczywiście punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Mnie do sklepów zielarskich jest blisko, więc nie będę narzekać. Cena nie jest najgorsza, ponieważ olejek jest bardzo wydajny. Siłą rzeczy nie da się go używać w dużych ilościach i zbyt często. Ja zapłaciłam 11zł za 7ml olejku.

Dlaczego do olejku z drzewa herbacianego podeszłam jak pies do jeża. Otóż, olejek ten CUCHNIE. Naprawdę, bardzo mocno daje po nozdrzach. Jest to pierwsza rzecz, jaką mój T. zabronił mi używać kiedy jest w domu... Dlatego na początku go na zmianę trochę używałam i trochę odstawiałam. No ale w końcu stwierdziłam, że jeśli nie będę regularna, to efektu nie będzie nigdy. Kazałam T. spadać na drzewo i zaczęłam nakładać olejek codziennie, oczywiście wtedy gdy zachodziła taka konieczność. Ja olejek stosuje punktowo na wypryski, w tym przypadku odczuwam lekkie ciepło i pieczenie zaraz po aplikacji. Jak nie mam na twarzy nic co wymaga bezpośredniego ataku, to niekiedy dodaję go profilaktycznie do masek, np. z drożdży (ale wtedy smród jest taki, że głowa mała). Dodaję nie więcej niż 3 kropelki. Chciałabym wymieszać go z glinką, ale nie wiem czy nie wejdzie to wszystko razem w jakąś reakcję i nie zostawię sobie na twarzy mega wysuszonego placka. Odkąd włączyłam olejek z drzewa herbacianego do stałej pielęgnacji, wypryski owszem, próbują się pojawić, ale nie mają szansy rozwinięcia w wulkan. Jak tylko czuję, że coś się zaczyna dziać, od razu traktuję to miejsce olejkiem i po dwóch dniach mam święty spokój. Nawet pasta cynkowa nie radzi sobie tak dobrze z tymi paskudami.


Z ciekawostek dodam jeszcze, że w okresie gdy chodziłam na siłownię, tam się przebierałam i korzystałam z pryszniców, to zapobiegawczo raz w tygodniu, dodawałam kilka kropel olejku do kremu do stóp i dokładnie wsmarowywałam. Tak na wszelki wypadek, gdyby coś zapragnęło tam się rozwinąć. Myślę, że można go używać w ten sposób również jak korzysta się z basenu. Olejek można również stosować przy rankach, otarciach, opryszczce i zajadach, ukąszeniach owadów i tutaj również mogę potwierdzić jego działanie. Zaczerwienie zmniejsza się bardzo szybko (po 1-2 dniach), skóra łatwiej się goi, a ugryzienia komarów niemal natychmiast przestawały swędzieć. Podobno, można też dodawać kroplę do prania, w celu zniwelowania bakterii, ale zapach olejku jakoś mnie do tego nie przekonuje. Czytałam również o działaniu przeciwłupieżowym. W tym celu należy dodawać kilka kropel do szamponu. Problem ten mnie nie dotyczy, więc nie sprawdzałam, ale jestem w stanie w to działanie uwierzyć.

Olejku nie stosujemy wewnętrznie i nie pakujemy do oczu, bo może bardzo boleć!


Pomimo odpychającego zapachu, oceniam olejek z drzewa herbacianego na najwyższą notę. Może nie zdziałał cudu, ponieważ wypryski się pojawiają, ale sprawił, że nie rozwijają się one do swojej najgorszej postaci i bardzo szybko znikają.
Moja ocena 5/5

Stosujecie olejki eteryczne w pielęgnacji? Jaki są Wasze ulubione?


Spokojnego poniedziałku :-)

11 komentarzy:

  1. Akurat mam ten olejek w domu i czuję, że coś mi się robi na czole więc zaraz przetestuję u siebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem jak u Ciebie się sprawdzi, oby pomagał :)

      Usuń
  2. właśnie ostatnio skończyła mi się maść cynkowa i rozmyślałam nad zakupem tego olejku, a po Twojej recenzji wiem, że na pewno go kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, na mnie działa skuteczniej niż pasta cynkowa :) mam nadzieję, że będziesz zadowolona, chyba jeszcze nie spotkałam się z negatywną opinią o tym olejku :)

      Usuń
  3. Ja używam na takie "wulkany" maści Klindacin T. Po opisie uczucia po aplikacji olejku wydaje mi się, że działają podobnie. A nie śmierdzi :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tej maści :) Chociaż, moim zdaniem, na korzyść olejku przemawia fakt, że jest to produkt naturalny, a maść to jednak lek i dodatkowa chemia (tak mi się wydaje).

      Usuń
    2. Masz rację :-) ale grunt, działa. Choć kończy się i zastanawiam się czy iść po kolejną czy może olejek spróbować. Ale jeżeli tak strasznie śmierdzi to nie jestem pewna :-D

      Usuń
  4. bardzo dobry pomysł.
    Mi na takie podskórne wulkany (w sensie czerwone wybrzuszenia, bolesne) bardzo pomaga maść ichtiolowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o niej, ale troszkę mnie przeraża ten ciemny kolor :D

      Usuń
    2. u mnie nie zostawia żadnych śladów, rano wystarczy, że wilgotny palec i po maści nie ma śladu ;)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)