Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

29 października 2013

O mój rozmarynie! I tymianku!

Wczoraj pisałam o tym w jaki sposób walczę z wypadaniem włosów od wewnątrz, a dzisiaj będzie trochę o mojej wcierce. Jestem z niej wyjątkowo dumna, bo wymyśliłam ją sobie sama :-D W końcu wykazałam się jakąś twórczą inwencją i nie zerżnęłam pomysłu od żadnej specjalistki. Do swojej wcierki postanowiłam wykorzystać rozmaryn i tymianek, zakupione na targu u pani z przyprawami.
Rozmaryn jest ziołem, które stosowane zewnętrznie posiada właściwości przeciwzapalne i pobudzające krążenie krwi. Dzięki temu, może mieć wpływ na cebulki włosów, pobudzając ich pracę i wzmacniać je. Samo przez się wychodzi, że przy wypadaniu też może pomagać. Działa także przeciwłupieżowo oraz ogranicza przetłuszczanie włosów. Skrzywienie zawodowe każe mi wspomnieć, że okłady z rozmarynu mogą działać zbawiennie na stawy dotknięte chorobą zwyrodnieniową lub stanem zapalnym. Wewnętrznie, rozmaryn ma dobry wpływ na układ trawienny, ale ja nie o tym ;-)

Tymianek ma działanie przeciwzapalne, wzmacniające, hamuje rozwój grzybów i bakterii. Stosowany na skórę głowy ogranicza wypadanie włosów, przetłuszczanie i łupież. Jest stosowany przy przeziębieniu z katarem i kaszlem, np. w formie inhalacji.

Zarówno tymianek, jak i rozmaryn można wykorzystać w formie ziół świeżych, suszonych lub w postaci olejków eterycznych. Ja mam zioła suszone, zwykłe, takie jak używam w kuchni. Na początku miałam zioła zalać wrzątkiem i pozostawić pod przykryciem do zaparzenia. Ale jako wielbicielka dobrej kawy, posiadam taki przyrząd jak zaparzacz do kawy, znany również pod nazwą kawiarka. I tak sobie pomyślałam: skoro kawa przygotowana w ten sposób jest o wiele bardziej intensywna w smaku, aromacie i mocy, to może z ziołami też tak będzie? Nie zastanawiając się długo, przystąpiłam do działania. Do zbiornika na wodę nalałam ok. ¾ szklanki wody, do koszyczka kawiarki wsypałam 2 łyżeczki rozmarynu i 2 łyżeczki tymianku i siup na ogień. Parzyłam 15 minut, bardzo szybko po kuchni zaczął roznosić się zapach ziół. Napar pozostawiłam do wystygnięcia w kawiarce, dalej pod przykryciem. Gotowy napar jest ciemny i aromatyczny. Gdy był już zimny, trochę odlałam żeby wypróbować jako tonik do twarzy, a resztę wlałam do butelki po utleniaczu z farby do włosów (oczywiście buteleczkę wyczyściłam i zdezynfekowałam). Dolałam ok. 80ml wody brzozowej (niecałe dwa kieliszki), bo to powinno zakonserwować wcierkę, wymieszałam i poleciałam nakładać na łeb. Jeśli chodzi o zapach po dodaniu tej wody, to przypomina mi on trochę Jantar, tylko jest bardziej ziołowy niż męski ;-)

To jest zdjęcie naparu z dzisiaj, który wykorzystam jako tonik. Za pierwszym razem, nie robiłam zdjęć.
Zaczęłam jej używać 19.10. Nakładam wcierkę na głowę na noc przed każdym myciem, do tego wspomagam się masażem, który trwa 5-7 minut. Po myciu również ją nakładam, ale mniejsze ilości i wmasowuję minutkę lub dwie. Napar przechowuję w lodówce, w zamkniętej buteleczce.

Włosy myję co drugi dzień, skóra głowy jest ukojona, nie swędzi i nie boli. Tak jak pisałam wczoraj, włosów wypada już mniej, ale jeszcze nie ma z czego się cieszyć, wolę poczekać na długoterminowe efekty. Póki co, jestem zadowolona. Osoby o wrażliwej i suchej skórze głowy powinny jednak uważać na alkohol zawarty w wodzie brzozowej i albo z niej zrezygnować albo zastąpić czymś innym, co może preparat zakonserwować. Mnie woda brzozowa ani nie wysusza ani podrażnia, nawet przy częstym stosowaniu.
Jeszcze kilka słów o wodzie rozmarynowo – tymiankowej w roli toniku do twarzy. Ponieważ obydwa zioła mają działania przeciwzapalne, a tymianek dodatkowo antybakteryjne, woda ta może świetnie wspomagać walkę z trądzikiem i nadmiernym wydzielaniem sebum. Używałam jej tylko 3 dni, bo nie miałam czym zakonserwować i nie miałam czasu na przygotowanie świeżej esencji. Przyznam, że jeszcze nigdy nie miałam cery tak gładkiej i uspokojonej. Poważnie, byłam w szoku, nawet kazałam T. głaskać się po twarzy (a co tam bakterie), żeby i on ocenił jej gładkość i stwierdził, że faktycznie różnica jest duża. Poza tym, twarz była jaśniejsza, a zazwyczaj jest poszarzała, ziemista. Gdyby używać tego toniku regularnie, do tego maseczki z glinki, to jestem niemal przekonana, że w końcu pozbyłabym się trądziku. Z tym, że moja walka z trądzikiem bardziej przypomina partyzantkę niż otwartą wojnę i dopóki w moich szeregach mam zdrajcę, którego nazywają Przebrzydłym Lenistwem, trądzik będzie sobie hulał po mojej twarzy w najlepsze.

Niemniej, zachęcam Was do wypróbowania wody rozmarynowo – tymiankowej. Wszyscy mówią, że przy ziołach potrzeba czasu aby zaczęły one działać. Ale, z własnego doświadczenia widzę, że w okresie kiedy problemy lub objawy się nasilają, efekty działania ziół pojawiają się niezwykle szybko.

Informacje na temat ziół czerpię głównie z bloga http://domowyzielnik.blogspot.com (czy ja w ogóle mogę tak sobie wrzucać u siebie adresy stron innych blogerek?), ale również z innych stron o domowych i naturalnych sposobach na zdrowie i urodę.

Wypróbujecie? :-) Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie, piszcie proszę.


Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. jak na razie stosuję kozieradkę, zobaczymy czy pomoże. Jeśli nie, to wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też stosowałam ale mi obrzydł ten rosołowaty zapaszek :D jesteś z niej zadowolona? :)

      Usuń
  2. ooo, chętnie wypróbuje jako tonik! Ograniczenie wydzielania sebum + wygładzenie to to, czego potrzebuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem czy będziesz miała podobne odczucia :) oby taki tonik sprawdził się również u Ciebie! Na potrzeby postu, zrobiłam dziś świeżą porcję, inaczej bym się nie zmobilizowała. I po przetarciu buzi, mam to samo uczucie co poprzednio :D

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)