Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

6 września 2013

Żołnierz na wielu frontach, czyli BDFM Wohlfühl – Bad

Pierwsza recenzja będzie dotyczyć kosmetyku znanego i cenionego w blogosferze - myślę, że nie trzeba nikomu przedstawiać balsamu do kąpieli z rossmannowskiej linii Babydream Fur Mama. Jak sprawdził się u mnie i czy zagości na dłużej w mojej łazience? Zapraszam do lektury :)

Cena: 9,99 PLN/500ml
Dostępność: Rossmann (w Arkadach Wrocławskich notoryczny brak)
Skład: Aqua, Glycine Soja (Soybean) Oil, Sorbitol, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Parfum, Sodium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glycerin, Whey Protein, Lactose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Polyglyceryl - 10 Laurate, Polyglyceryl - 2 Laurate, Glyceryl Caprate, Xanthan Gum, Tocopherol, Citric Acid

Kiedy zaczęłam swoją wędrówkę po blogach, pierwszym zaskoczeniem było dla mnie stosowanie kosmetyków przeznaczonych dla dzieci oraz dla kobiet w ciąży i matek. Ponieważ nie śpieszy mi się do posiadania potomstwa, do pomysłu podeszłam dość sceptycznie, jednak ciekawość zwyciężyła i postanowiłam spróbować, szczególnie, że ceny bardzo przystępne. Za pierwszy cel obrałam sobie właśnie BDFM Wohlfühl – Bad i wyruszyłam do Rossmanna na łowy, kierunek – dział niemowlęcy, bo tam sie go spodziewałam. Mission failed, niestety. Stwierdziłam, że gdzieś być musi, a że czasu marnować nie lubię, to zapytałam pani ekspedientkę gdzie też tego cudaka znajdę. Skierowała mnie na żele i płyny do kąpieli wszelkiej maści. I tu zaczęły się schody. Podejrzewam, że tylko mnie się to zdarzyło, ale produkt akurat nie był dostępny w tym Rossmannie, ani w trzech kolejnych, które odwiedziłam. Wtedy to już uparłam się na niego na amen, bo im coś trudniej dostać, tym bardziej tego chcemy. Udało mi się go kupić dopiero w innym mieście (nie, nie jechałam specjalnie poza Wrocław żeby go dorwać, to była przejezdna wizyta ;-)). Oczywiście, teraz jak już mam ten balsam, to widzę go za każdym razem gdy jestem w Rossie, więc mimo moich małych utrudnień, dostępność oceniam jako bardzo dobrą.

 

Po powrocie do domu od razu zabrałam się do sprawdzenia cóż to tak naprawdę jest. Opakowanie ładne i skromne, motylki sprawiły przyjemność nawet mnie, a zazwyczaj jestem raczej odporna na takie słodkie drobiazgi. Otwarcie solidne, widać, że nawet przy częstym użytkowaniu nie powinno się odłamać. Otwór duży, od razu zapaliła mi się czerwona lampka, że z dozowaniem to on nie ma raczej za wiele wspólnego i trzeba uważać przy nalewaniu go na dłoń. Szczególnie, że balsam ten jest białym, dość rzadkim płynem i nietrudno nim chlusnąć na wszystko dookoła.



I najważniejsze, czyli działanie. Pierwszy raz zastosowałam go w roli żelu pod prysznic. I tutaj sprawdził się naprawdę świetnie, czułam, że skóra jest czysta, a przy tym nawilżona, nie miałam potrzeby nakładania masła czy balsamu. Na początku nie spodobał mi się zapach, jest taki pudrowy, co prawda nienachalny, ale przy mocniejszym niuchu zakręcił mnie w nosie. Po jakimś czasie po prostu się przyzwyczaiłam i obecnie mi nie przeszkadza. Widziałam, że dużo osób ma zastrzeżenia do wytwarzanej piany, a raczej jej braku. Jak nakładałam balsam ręką, faktycznie szału nie było, ale na gąbce powstała całkiem przyzwoita piana. 

Kolejne podejście to mycie włosów. Tutaj ten kosmetyk jest rewelacją. Dodam, że przed tym balsamem używałam tylko SLS-owych rypaczy, a moje pióra wołały o pomstę do nieba. Po myciu (i rozczesaniu) włosy są wygładzone, miękkie, przyjemne w dotyku, a skóra głowy uspokojona i co bardzo zwróciło moją uwagę, w ogóle nie swędziała. Na początku, z czystej ciekawości używałam go solo, po kilku myciach dokupiłam odżywkę Garnier awokado i karite i w ten sposób stworzyłam swój ulubiony duet. W tym okresie zapragnęłam również doświadczyć olejowania włosów. Nie za bardzo byłam przekonana co do tego, że produkt, który zawiera tyle naturalnych olejów, będzie w stanie zmyć kolejny olej, więc kilka dni mieliłam ten pomysł. W końcu się zdecydowałam i oczywiście nic z tego nie wyszło. Ale spokojnie, to tylko dlatego, że nie miałam ani grama pojęcia jak się za to zabrać. Nie zniechęciłam się, nabrałam wprawy i obecnie balsamem BDFM (którego używam na zmianę z niebieskim Babydreamem) jestem w stanie zmyć z włosów i skalpu każdy olej i każdą maskę, nawet nie muszę myć włosów powtórnie. Nie stosuję tzw. metody kubeczkowej, ponieważ w moim odczuciu piana jest wystarczająca, w przeciwieństwie do np. dzieciowego Babydreama.

Ze względu na łagodny skład, kilka razy zastosowałam ten balsam do mycia twarzy i demakijażu. Byłam zachwycona, ponieważ nie wystąpiło żadne przesuszenie, podrażnienie (bo niby skąd?) ani reakcja alergiczna. Twarz jest po nim czysta, gładka, a po makijażu oczu ani śladu. Nie wiem jak poradzi sobie z wodoodpornymi kosmetykami, bo takowych nie posiadam. Dla mnie najistotniejsza rzecz to brak zwiększonego wydzielania sebum, ponieważ po wielu innych myjących produktach, zwyczajnie świecę się jak latarnia.



A jak jest z wydajnością? Jeżeli uważamy z dawkowaniem i nie lejemy płynu na przypał, to jest w stanie posłużyć nam długi czas. Oczywiście, „długi czas” jest pojęciem względnym i każdy ma jego własną interpretację. Ja zakupiłam BDFM pod koniec czerwca i jeszcze troszkę go zostało (na oko 20%), a używam go właściwie codziennie czy to do włosów czy do mycia ciała i twarzy. Jedyne co mi się nie podoba, to fakt, że pod wpływem wilgoci foliowa etykieta nieestetycznie odkleja się od butli. Co to jednak za wada, przy tak fenomenalnej i wielofunkcyjnej zawartości? Na pewno na długo pozostanie moim numerem jeden wśród drogeryjnych produktów pielęgnacyjnych.

Moja ocena 5/5

A Wy używacie balsamu Babydream Fur Mama? Jesteście z niego zadowolone?


Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. ja ostatnio wole oliwki do ciała
    to nie jest trudny konkurs wystarczy pstryknąć parę fotek i połączyć je w jedno zdjęcie i gotowe

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć kochana, świetna recenzja :) Ja także "czaję" się na balsam z tej serii, ponieważ naczytałam się tu i ówdzie, że dobrze sprawdza się do ujędrnienia ciała. Niestety ja akurat nie zgodzę się z opinią na temat ładnego opakowania- nie znoszę tego typu kolorystyki i stylu, kojarzy mi się to z marną jakością, a przecież często jest zupełnie inaczej/ Pozdrawiam, dziękuję za komentarz i chętnie zajrzę tu częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się mawia, nie szata zdobi kosmetyk :D mnie się te opakowania podobają właśnie ze względu na prostotę. A jeszcze swoją drogą, przysporzyły mi trochę radości - powiem Ci, że mina mamy mojego chłopaka jak zobaczyła tę butlę w łazience, była nie do opisania ;)

      Balsam z tej serii też polecam, faktycznie wygładza skórę i zmniejsza rozstępy we wczesnym stadium, ale trzeba się trochę namachać przy aplikacji.

      Usuń
  3. Wiele słyszałam o nim, ale nie używałam. Przy następnych zakupach w Rossmannie muszę go dorwać :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)