Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

3 września 2013

Włosowa kolekcja

Zbiorcze fotografowanie kosmetyków sprzyja refleksjom. Kosmetycznym oczywiście. Dzisiaj po raz pierwszy obstawiłam się swoją nieliczną kolekcją i na spokojnie mogłam się zastanowić co sprzyja mojej pielęgnacji. Wnioski dość łatwo mogłam wyciągnąć poprzez porównanie ilości zużytych kosmetyków, bo po to co mi najbardziej pasuje, instynktownie sięgam częściej, a to co sprawdza się, ale nie zachwyca, grzeje miejsce na półce nieco dłużej. Już nie wspominam o tych rzeczach, które są słabe, a szkoda wyrzucać.

Tutaj jedna uwaga, nie mam bardzo szczegółowego planu pielęgnacji włosów. Na bieżąco decyduję jakiego szamponu czy odżywki użyję, jaki olej czy ich mieszankę nałożę. Trzymam się jednak ogólnego założenia, pamiętając żeby 2-3 razy w tygodniu naolejować włosy, uzupełniać to lub zamieniać z maskami, zastosować po myciu odżywkę d/s, płukankę, odżywkę b/s, zabezpieczenie końcówek. To jakich kosmetyków użyję, jest wynikiem szybkich decyzji, a nie z góry założonego planu. Oczywiście, nie jest też tak, że w łazience działam jak w amoku i nakładam na siebie bez zastanowienia co popadnie. Wybierając produkty, pamiętam o tym, żeby się nie dublowały i nie nakładam trzech proteinowych kosmetyków jeden po drugim. Chociaż nadal nie potrafię znaleźć złotego środka między emolientami, humektantami i proteinami :-(

W każdym razie poniżej zdjęcia kosmetyków. Zdjęcia jakiej jakości są każdy widzi, fotograf ze mnie taki jak trąba z koziej... Wiecie czego :-P Ale robię co mogę, proszę o wyrozumiałość i zwracanie uwagi na walory merytoryczne, pomijając marnej jakości otoczkę wizualną :-D

Szampony



Zamiennie stosuję emulsję BDFM i Babydream. Facelle czeka grzecznie na swoją kolej. Isana to relikt czasów błogiej nieświadomości, gdzie lałam na łeb co było i w ogóle się tym nie przejmowałam. Dobija końca. Z kolei Shaumę przywiozła ciocia i zostawiła, więc używam, bo żal wyrzucić a używana raz na 2 tygodnia krzywdy nie robi. Balea również na razie w szafce.

Odżywki


Moją pierwszą i wielką miłością został Garnier z awokado i karite, co pewnie nikogo nie dziwi. Balsam Mrs. Potters z aloesem i jedwabiem dopiero co kupiłam. Biedronkowa Elisse używana jest rzadko, ale czasami te silikony są mi potrzebne. Panny Joanny przedstawiać nie trzeba, a Balea czeka na półce jak jej szamponowy brat. 

Maski


Tutaj skromniutko, zupełnie zapomniałam o Kallosie i nie ma go na zdjęciu. A to dziwne, bo go wielbię i powinien tu być na pierwszym planie :-) Granatowa Alterra nieźle nawilża, Gloria też. Po Waxie Avocado mam bardzo fajne włosy, ale w nim skład chyba nie jest najlepszy. Ziaja wygładzająca, jak sama nazwa wskazuje wygładza, stosowana bardzo rzadko. Ale tak jak mówię, moje farbowane włosy niekiedy potrzebują dawki silikonów i jestem pewna, że z nich całkowicie nie zrezygnuję.

Takie tam bzdetki


Biosilk również jest tutaj echem przeszłości, przez alkohol na dłuższą metę wysuszał. Obecnie na wykończeniu, stosowany bardzo rzadko między czubkiem głowy a końcówkami ;-) Różowy "jedwabny" żarcik nie czyni mi wielkiej krzywdy, używam czasami w dni kiedy wiem, że i tak będę myła włosy, bo potrafi srogo obciążyć. W drugim psikaczu jest resztka Jantaru, oryginalnie było coś tam z keratyną - dramat, jedyny kosmetyk, który bez żalu wylałam. Gloria na skalp, NaturaSilk na końcówki. Pianka Timotei to jedyny stylizator, który nakładam od wielkiego dzwonu. Stoi na półce już tyle czasu, że nie wiem czy ją jeszcze produkują.

Oleje i mój octowy skarb


Ja się pytam gdzie jest olejek Babydream Fur Mama?! Jak mogłam go pominąć na zdjęciu... Jestem mistrzem nieogarnięcia, ale nic to, dopiero się uczę robić zdjęcia zbiorcze, mam prawo do niedopatrzeń (choć to akurat jest karygodne). Na długość zamiennie używam właśnie BDFM, oliwy z oliwek, lnianego, słonecznikowego. Uznałam, że na początek nie ma co szaleć, bo nie wiedziałam czy mi taka forma pielęgnacji w ogóle podejdzie, a gdyby coś poszło źle, to mam na nie sto innych zastosowań. Rozmarynowy olejek Alverde, zastosowany na skalp, nie powoduje u mnie wzmożonego wypadania włosów, ale raz go użyłam zgodnie z przeznaczeniem (czyli na tyłek) i tu chyba wygrywa. Z tyłu chowa się rycyna, ale butelka jest tak ufajdana, że wstyd ją było ustawić od frontu. W tej ładnej buteleczce jest olejek arganowy, stosuję kropelkę na suche włosy, celem ich wygładzenia. Swój stosunek do octu jabłkowego wyraziłam nieco powyżej. Jest niezastąpiony, jednym słowem.

Na razie to co mam, powinno być dla mnie wystarczające, bo generalnie jestem już zadowolona z takich zbiorów. Wiadomo jednak, że jak człowiek wchodzi do drogerii albo grzebie w sklepach internetowych, to dopada go pomroczność i wszystko samo wpada do koszyka. Próbuję dać sobie szlaban na zakupy kolejnych kosmetyków, ale jak dostanę wypłatę pewnie wyjdzie jak zwykle. 

Pozdrowienia!

4 komentarze:

  1. hej:) dzięki za komentarz u mnie:) w Twojej kolekcji nie ma żadnych rosyjskich kosmetyków-dlaczego? Ponadto widze,że stosujesz jak dla mnie najgorszy z możliwych olej lniany- śmierdzi strasznie a w smaku jest okropny;) jak dajesz rade wytrzymać z nim na włosach??:) podoba mi się Twój sposób pisania- dlaczego nie masz na blogu gadżetu do obserwacji?? bo dodałabym Cie z chęcią:)jak nie wiesz jak to napisz do mnie a napiszę Ci instrukcję dodania do bloga;) pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) na rosyjskie kosmetyki ostrzę pazurki, ale nie wiem jeszcze co z nich chcę. Najlepiej wszystko, ale tak się nie da. Tak samo mam z półproduktami :D co do oleju lnianego, to nie dość, że kładę go na włosy, to jeszcze na twarz i go piję - mam chyba dużą tolerancję na obrzydlistwa ;) jeśli nie masz nic przeciwko napiszę do Ciebie maila, bo coś kombinuję z tą listą obserwatorów, ale mi nie idzie. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. ale w takiej samej cenie są oleje lniane o wiele lepsze - ja tylko olvity używam. Kupuje go w sklepie zielarskim na Kruczej. Kobiety tam pracujące mają manię wciskania tego śmierdziela wszystkim ale ja się nie daję;)Ja mam już swoich ulubieńców rosyjskich więc mogę coś polecić a coś odradzić:) i wiem gdzie są dostępne stacjonarnie we Wrocławiu w korzystnych cenach;)http://arienailandia.blogspot.com/2013/07/gdzie-kupic-rosyjskie-kosmetyki.html

      Usuń
    3. Wiem, że rosyjskie kosmetyki można też dostać na stoisku zielarskim w Hali Targowej, prawie na samym końcu po lewej stronie, numeru stoiska niestety nie pamiętam ;) warto zaglądać, bo pani ma tam jeszcze całe mnóstwo innych dobroci, a ceny są przystępne.
      To w sumie moja druga butla oleju lnianego, pierwsza z innej firmy faktycznie była lepsza w smaku i aromacie, ale na butelce jest napisane, że właśnie takie różnice mogą występować, więc zamykałam oczy i cierpiałam za ojczyznę :D zwrócę na to uwagę następnym razem ;)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)