Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

14 września 2013

Mój ulubiony rytuał włosowy

Pogoda za oknem już typowo jesienna, a dopiero jest połowa września. Deszcz, wiatr, szarość... Takiej jesieni mówimy zdecydowane "nie". Wyjście z domu jest ostatnią rzeczą na jaką mam chęć, więc opóźniam je jak mogę. Dlatego, postanowiłam dzisiejszy poranek poświęcić mojemu ulubionemu zabiegowi. jest nieco czasochłonny, ale w końcu jest weekend, nigdzie mi się nie spieszy :-)



Przyznam, że szukanie w domowych zasobach, produktów, które mogą się nadawać do nałożenia na włosy, sprawia mi wiele radości. Najpierw sprawdzam jak coś działa solo, a później tworzę przeróżne mikstury. Dbanie o włosy sprawia mi najwięcej przyjemności ze wszystkich zabiegów pielęgnacyjnych, może i dlatego, że na moich bardzo zniszczonych włosach, nawet małe zmiany znacznie wpływają na poprawę ich kondycji. Zapewne będzie tak jak z odchudzaniem, czyli na początku wielki bum! A później waga stoi i na dalsze efekty trzeba cierpliwie poczekać. Póki co, cieszę się, że każdy przeprowadzony zabieg, powoduje, że włosy wyglądają na zdrowsze.

Bardzo niefotogeniczne te butelczyny ;-)
Zanim przygotuję swoją ulubioną maskę na włosy, zawsze nakładam na włosy olej na ok. 1,5 godziny, najczęściej metodą „rosołową” (opisaną na blogu blondhaircare.com). Mam wrażenie, że dzięki temu połączeniu i olej i maska mają szansę lepiej działać. Do stworzenia maski potrzebujemy:

  • pół kostki drożdży
  • pół łyżeczki oleju rycynowego
  • płaską łyżeczkę imbiru proszkowanego (zróbcie próbę uczuleniową, bo to nieobliczalny gagatek jest)
  • łyżeczkę skrobii ziemniaczanej
  • często dodaję żółtko (jak mam później chęć zrobić maskę z białka na twarz)
  • ok. 3 łyżki dowolnej maski do włosów, ilość dostosowana do długości – ja używam Kallos Creme Latte, bo uwielbiam jak włosy pachną drożdżówką z budyniem :-D

Zakupiłam jeszcze naftę kosmetyczną, trochę ją potestuję i jak się sprawdzi, to pewnie też dodam do tej maski. Póki co, boję się trochę, że imbir i nafta razem mogą podrażnić skalp. Bogate w witaminy drożdże zmniejszają przetłuszczanie włosów i stymulują ich wzrost, rycyna nadaje im blask i również wpływa na aktywność mieszków, tak samo imbir, który pobudza krążenie. Skrobia przedłuża świeżość i lekko usztywnia włosy, a żółtko powoduje, że są błyszczące i odżywione.

Tak nie robimy, bo będą grudki. Składniki najlepiej dodawać pojedynczo i dokładnie mieszać.
W miseczce najpierw kruszę drożdże i zalewam je łyżeczką zimnej wody albo mleka, żeby się lekko rozpuściły (wychodzi z nich taka gęsta masa). Dopiero wtedy dodaję pozostałe składniki w kolejności losowej, ważne jednak aby po dodaniu imbiru i skrobii dokładnie wszystko wymieszać, bo mogą pojawić się grudki. Maskę nakładam na długość i na skalp, dokładnie masując. Następnie głowę owijam folią, ręcznikiem i pozostawiam na 30-45 minut. Na początku wyczuwalne jest delikatne ciepło i mrowienie, to z powodu imbiru. Maskę zmywam Babydreamem dla mam, nakładam następnie na włosy odżywkę, dosłownie na minutkę. Płuczę letnią wodą i na sam koniec poprawiam kilkakrotnie płukanką z octu jabłkowego. Nie nakładam odżywki b/s, bo nie wiem dlaczego, ale psuje cały efekt. Minimalną ilością silikonowego serum zabezpieczam tylko końcówki, a po lekkim przeschnięciu krótkim masażem wcieram wodę brzozową, co dodatkowo odbija włosy u nasady. Nie używam suszarki.

Po wyschnięciu moje włosy są miękkie, błyszczące, cudownie wygładzone, aż chce się je co chwile dotykać. Nawet końcówki wyglądają zdrowo. Taki zabieg wykonuję 1-2 razy w tygodniu, częściej mogłoby chyba obciążyć włosy. Poza tym jednak trochę czasu to zajmuje, a niecodziennie możemy go tyle poświęcić na pielęgnację.

Efekty są również długofalowe. Jeśli niczym głupim nie przeciążę włosów, mogę je myć co 2 dzień, wcześniej musiałam myć codziennie. Mam całe mnóstwo baby hair, na bank jest to wynik kilku kuracji, które prowadziłam równolegle, ale dzięki masce widzę, że są one coraz mocniejsze, szybko rosną i nie wypadają. Zmniejszenie wypadania dotyczy wszystkich włosów.

Składników w masce jest sporo, jeśli wcześniej nie stosowałyście ich zewnętrznie, koniecznie trzeba wykonać próbę uczuleniową. Musicie również pamiętać, że taka różnorodność nie każdemu będzie pasować, niektóre włosy wolą uboższe maski. Ja wiem, że mój organizm uwielbia być wspomagany naturalnymi (!!!) składnikami na kilku frontach i nie reaguje nadwrażliwością na różne moje wymysły, które często sponsoruję mu jednocześnie.

Jakie są Wasze ulubione domowe zabiegi na włosy? Preferujecie maski proste czy bogate w składniki? Bardzo chętnie poznam nowe przepisy :-)

Edit: udało mi się zrobić zdjęcie po tej całej masce, ale nie wiem czy cokolwiek na nim widać. Mam wrażenie, że aparat współpracuje z moimi włosami, tak samo jak z twarzą, czyli wcale. I wyciąga z nich to co najmniej korzystne :-( już pomijam fakt, że jak zwykle sterczą jak im się podoba. Ale w dotyku są naprawdę milusie, prawie jakby były zdrowe :-D


11 komentarzy:

  1. Na swoim blogu też mam maseczkę drożdżową, tylko taką wersję ubogą :D Lubię "myziać się" po włosach po jej zastosowaniu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drożdże robią fajne rzeczy z włosami, mizianie później to najlepsza część programu :D

      Usuń
    2. A tak w ogóle to również mój pierwszy produkt od Gliss Kur'a więc ja też ekspertem nie jestem, wszystko przed Tobą i przede mną też :D

      Usuń
    3. Heh, po przeczytaniu Twojego posta, tak Ci pozazdrościłam, że kupiłam sobie swojego Gliss Kur'a, co prawda nie maskę, bo tego mam dużo, ale wzięłam ekspresową odżywkę w spray'u Ultimate Repair :D

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Właśnie poprosiłam chłopaka żeby zrobił mi zdjęcie i za chwilkę je dodam. Chociaż światło do bani i chyba nic nie widać szczególnego :(

      Usuń
  3. pisałaś u mnie, ze robisz mojego zakalca cukiniowego- i jak? wyszedł? a włosy to ty masz naprawdę piękne ! nie wiem, co ty dziewczyno od nich chcesz ;) ja tez uwielbiam domowe sposoby ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Może jednak trochę się te włosy poprawiły przez ostatnie kilka miesięcy, ale ja tego nie widzę :) zakalec wyszedł rewelacyjnie :D

      Usuń
  4. Chętnie będę Cię odwiedzać również:) Jeśli chodzi o mnie, to generalnie nie przepadam za takimi naturalnymi maskami do włosów, za dużo grzebania, a moje włosy bardzo łatwo też przeproteinować.. wtedy wyglądam jakby mnie strzelił piorun w głowę:p
    Jeśli chodzi o hennę, to świetna alternatywa do farbowania na rudo, ale wymaga duuużo czasu i nie jest specjalnie wygodna, za to efekty po niej są cudne i trwałe.
    PS. Piękny kolor masz, prawdziwy płomienny rudy;)

    OdpowiedzUsuń
  5. robiłam kilka razy olejowanie metodą Natalii, ale za każdym razem włosy były tłuste u nasady, więc przerzuciłam się na spryskiwacz z wodą i olejkiem, a po ok 1h nakładam maskę :)
    moim zdaniem (przynajmniej u mnie) olejowanie na mokro daje lepsze efekty, a z dodatkową maską czy odżywką to już w ogóle! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że znalazłaś ulubioną metodę :) przez kilka miesięcy olejowałam ciągle na sucho i złościłam się, że efekty są słabe i dopiero rosołek dał mi wiarę w oleje. A znowu na mokro nie umiem olejować, bo robię to wtedy strasznie nierównomiernie :/ a odżywka na olej to świetna sprawa, nie dość, że dodatkowe odżywienie, to jeszcze łatwiej domyć włosy :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)