Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

24 września 2013

Kilka słów o sobie samej [cz.3 i ostatnia]. Gdzie się podziało moje piękne ciało? ;-)

Witajcie :-)


Miałam krótką przerwę w blogowaniu. Na początku zeszłego tygodnia zmiana pogody dała mi się we znaki i gorączka wywołana czymś grypopodobnym, zwaliła mnie z nóg. Nie znoszę być chora. A niestety od jakiegoś czasu mam problemy z odpornością. Niby przyjmuję olej lniany na zmianę z siemieniem, brałam kapsułki z tranem i czosnkiem, nie narażam się na choroby, a od grudnia co miesiąc jestem chora... Dziewczyny, pomóżcie, bo już nie wiem co robić! A kasę lepiej wydawać na kosmetyki niż leki, prawda?

Jako, że już 2 odcinki poświęciłam ekspertyzie wad mojej zewnętrznej powłoki, należałoby sprawę dokończyć i napisać coś o, bądź co bądź, najbardziej rozległym obszarze. Post będzie więc znów kilometrowy. Nie wiem czy będzie Wam się chciało to czytać, ale napisanie czegoś takiego jest ważne dla mnie, więc sorry :-P Przechodząc do sedna, moje ciało często robi mnie w konia i za nic nie potrafię określić czego ono chce. To znaczy, na pewno by chciało żebym może jednak czasem poćwiczyła, zamiast siedzieć na blogach, ale o tym za chwilę.

Właściwie nigdy nie narzekałam na stan swojego ciała i tego co je pokrywa, mówię tu o czasach , kiedy byłam nastolatką, wcześniej nie ma sensu rozpatrywać Zawsze byłam szczupła (no, powiedzmy, że proporcjonalna względnie), nie miałam żadnych uczuleń skórnych, przebarwień i nie wiem co tam jeszcze można mieć. Jak mi się zachciało to użyłam jakiegoś balsamu, jak tego nie zrobiłam to też nie było żadnej tragedii. Ciało było ładne, skóra jędrna, ogółem wszystko było tak jak trzeba. Później miałam takiego jednego chłopaka, co to miał fantazję mnie w wersji anorektycznej. Toteż się odchudzałam, ale wszystko w granicach normy, nie uraczę Was teraz żadną smutną historią. Po paru latach tamten związek się zakończył, jednak szybko odnalazłam miłość i szczęście... Ale zaraz, to nie o tym ten blog :-P W każdym razie, powiedzmy to sobie szczerze, przytyłam. W ciągu półtora roku przybrało mi się, bagatela, 10 kg. Z jednej strony to nie jest jakoś wybitnie dużo, rekordu żadnego nie ustanowiłam, z drugiej jednak, różnicę widać. Od tego czasu też zauważyłam, że moja skóra robi sobie ze mnie jaja.

Muszę przyznać, że to co przytyłam jakoś równomiernie się rozłożyło, nie widać, że miałam nieznaczną nadwagę, jeśli chodzi o rozmiar ciuchów, skoczyłam z 36/38 na 40. po prostu stałam się trochę szersza :-P Oczywiście pierwsze co się pojawiło to cellulit (uda + pośladki) i niedługo po tym rozstępy po wewnętrznej stronie ud. Natomiast górna część ciała ledwo co zareagowała na cały ten proces. Brzuch się zwiększył, ale nie gwałtownie, więc uniknęłam rozstępów i całego tego ustrojstwa. Cycki jak były małe, tak są nadal, a ręce mam najzwyczajniej w świecie chude (chyba tylko swoimi witkami wpisywałam się w idiotyczne fantazje mojego byłego). Często robię podejścia do siłowni, ćwiczeń, bo to lubię, ale właśnie od grudnia mam jakąś obniżoną odporność i każda moja próba kończy się tym, że po tygodniu - dwóch jestem chora i całe moje ćwiczenia idą w cholerę (patrz początek postu). Nie muszę chyba dodawać, że taki stan rzeczy mnie zniechęca. 

Co się pojawiło nowego, to również to, że moje nogi okazały się skłonne do stanów lekkiego przesuszenia i chociaż jest to suchość na przeciętnym poziomie, to balsamy i wszelkie masła są u mnie teraz na porządku dziennym. Za to na górze skóra jest ładnie napięta. Żeby nie było zbyt pięknie, pojawiają się czasem jakieś małe wysypki i reakcje alergiczne. Jeszcze żebym stosowała wtedy nowe kosmetyki, a to wygląda tak, że siedzę sobie najzwyczajniej w świecie, nagle cyk! I czuję swędzenie na przykład nad obojczykiem albo na plecach i mam tam masę czerwonych krosteczek. Wrocławska twarda woda? Uczulenie na coś co jadłam? Opóźniona reakcja na kosmetyki? W takich chwilach zbawienny okazuje się żel aloesowy i maść z witaminą A, przyczyny jednak znaleźć nie potrafię.

Obecnie, nie stosuję żadnej diety, po prostu odżywiam się mniej syfiasto, trochę się suplementuje i jakoś samo zeszło 4 kg na wadze. Walczę też o ujędrnienie i nawilżenie dolnej części ciała i usiłuję się dowiedzieć o co chodzi górnej. Taki stan rzeczy powoduje to, że często kupuję i sprawdzam nowe masła, balsamy, kremy i żele pod prysznic. Uwielbiam kupować takie pierdoły, a szczególnie te o słodkiej, otulającej woni. Zapach najlepiej gdy zawiera w sobie nutę czegoś do jedzenia, czyli wszelkie wanilie, toffi i czekolady są szczególnie pożądane (jakoś muszę sobie kompensować ograniczenie słodyczy) ;-)

Chciałam powstawiać zdjęcia z moimi kosmetykami pielęgnacyjnymi do ciała, ale padł mi aparat i nie ma zdjęć :-( Zostawiam Was więc tylko z moim Fryciem, który znad cukiniowego chipsa mówi Wam "MIŁEGO DNIA" :-*


13 komentarzy:

  1. "A kasę lepiej wydawać na kosmetyki niż leki, prawda?" haha kocham Cię za to zdanie :D ! Fajny post, lubię czytać właśnie takie, które opowiadają o nas samych. Ja się troszkę odchudzałam, ale znowu przytyło mi się ok. 2 kg. Nie robię z tego tragedii, bo wiem że to moja wina i nikogo innego. Muszę wziąć się za siebie i nie jeść tylu słodyczy, bo to one są moją żywieniową zmorą :D Też uwielbiam wszystko co pięknie pachnie, moim słodkim faworytem jest krem Isana masło shea i kakao, mmmmm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, te słodycze, doskonale Cię rozumiem, mnie nawet nie pomoże jakbym z kilo chromu zjadła ;) A tyłek rośnie :D to zbrodnia, że są tuczące i w większości niezdrowe.

      Usuń
  2. Podobnie jak yourpleasuer uwielbiam takie "pogadankowe" posty :)) Bardzo miło się czytało. Uroczy Frycio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) a Frycio ma dziś trochę focha co prawda, ale na pewno cieszy się na komplement ;) uroczy, a taki buc czasami, że głowa mała... :D

      Usuń
  3. znam ten ból, miałam ten sam problem... co się wyleczyłam, to za dwa dni wszystko od nowa... w końcu przeszło, ale dosłownie w między czasie "żarłam" miód naturalny - nie wiem, czy miał on jakiś specjalny udział w zwiększeniu odporności, ale mój lekarz twierdzi, że tak, więc polecam i Tobie ;-) może pomoże ;-)

    pozdrawiam ciepło,

    SiokosKokosLife

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tekst "kasę lepiej wydawać na kosmetyki niż leki, prawda?" jest genialny! :D

      Usuń
    2. Ale z miodem może nastąpić konflikt interesów, bo trzeba wybierać między wizją poprawy zdrowia a wizją większego tyłka... :( Jak żyć, Panie Premierze? ;)

      A na poważnie, dziękuję za radę :) muszę podejść na targ do Człowieka Z Miodem i coś zakupić. Może faktycznie jakiś lipowy poradzi sobie ze mną :)

      Usuń
    3. miód może i słodki, ale to cukry proste,a nie złożone więc tyłek nie urośnie ;-) (mój przynajmniej został takich samych gabarytów :))

      Usuń
  4. ale ty fajnie piszesz *o* Obserwuję i zapraszam do siebie * : .
    obserwujemy na blogspovin . ? ♥ .

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że ja nie jestem zadowolona ze swojego ciała, byłam 5kg temu;) Brak mobilizacji do odchudzania jakoś mi nie pomaga;) No cóż, jak to mówią - więcej kg- więcej ciała do kochania;))) Co do odporności to u mnie sprawdziły się ziołowe tabletki Lymphozil, przez rok miałam, co najwyżej katar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, stare, dobre przysłowie mówi, że "kochanego ciała nigdy za wiele" i tego się trzymajmy :)
      Muszę poczytać o tych tabletkach, dzięki :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz! Jeśli spodobało Ci się w moich skromnych progach, zapraszam do częstszych odwiedzin i obserwacji. Na pewno się odwdzięczę :-)